﻿<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Stare miasto">
<author_1="Adolf Rudnicki">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="10">
<date="1953-10-25">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Dla tych co nie znają sztuki spróbujmy w dwóch słowach opowiedzieć jej treść. Młoda kobieta, porzuciwszy męża, skrachowanego ziemianina, wraca do matki, która prowadzi pensjonat; matka to także była ziemianka, obracamy się wyłącznie w środowisku ziemian aklimatyzujących się w mieście. Matka zalega z komornem za sześć miesięcy, nie ma na opłacenie służącej, na węgiel, na "kieszonkowe" dla ukochanego syna. Jedyny kapitał jakim rozporządza, to uroda córki, po którą właśnie zgłasza się kamienicznik, właściciel lokalu pod pensjonat, "starszy pan, człowiek bez zarzutu, ze sfery i z grubszą gotówką". Matka chętnie oddałaby mu córkę ale za cenę uszanowania obyczajów, za cenę małżeństwa, różnica wieku nie gra dla niej roli. Stary gracz nie chce jednak żony, szuka utrzymanki, której pozwoliłby nawet — w najlepszej scenie sztuki — "na miesiąc urlopu w roku". Żonie na taką swobodę nie umiałby pozwolić ale, o czym stary lis wie dobrze, żona nie pytałaby go o pozwolenie. Stary lis jest tutaj takim samym niewolnikiem obyczajów jak ci, którymi gardzi, choć tego nie widzi; życie najsilniej uwiera poprzez obyczaj albo przez brak obyczajów. Aby dramat był pełny, osaczona kobieta kocha młodego rzeźbiarza. W sztuce miłość choć się bez przerwy o niej mówi, nie gra jednak większej roli. Jedynie w postaci rozwódki wyczuwamy coś, co mogłoby nią być.
Napisałem wyżej, że pojechaliśmy do teatru. Niedawno temu, pewnego wrześniowego dnia stanęło przedemną stworzenie, które na pierwszy rzut oka można było wziąć za dziecko (później zrozumiałem, że wrażenie to raczej mnie określało niż dziecko). Duże niebieskie oczy spokojne i głębokie jak staw w górach, nieduża główka "na jedno umycie", nieduża o buddyjskiej nieruchomości twarzyczka o cerze świeżej jak rosa, ustach jak wiśnia, zakłopotane czółko, skąpy, trudny słownik zatrącający jeszcze szkołą, odurzający zamierzchłymi wspomnieniami, wszystko to razem i z osobna — imieniem Agata — nie miało jeszcze dwudziestu lat. Agata była córką moich przyjaciół, którzy mieszkali na prowincji.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 



